Za nami głosowanie w drugiej już edycji budżetu partycypacyjnego. Mieszkańcy dzielnicy ponownie zdecydowali, na co powinna być przeznaczona część pieniędzy z samorządowego budżetu.

Ursynów przynajmniej z dwóch powodów jest w tych decyzjach specyficzny. Największe kontrowersje wywołała niższa niż rok temu frekwencja.

W 2015 r. Ursynów był liderem, bo w głosowaniu wzięło udział aż 15 proc. mieszkańców. Teraz zagłosowało tylko 7,8 proc. i zajęliśmy zaledwie piąte miejsce od końca w skali całej Warszawy. Pewnie część mieszkańców zniechęcił brak widocznych efektów poprzedniej edycji. Część być może w ogóle nie wiedziała, że takie głosowanie jest. Jednak takie prawo demokracji.

W wyborach samorządowych czy parlamentarnych również frekwencja bywa różna, a jednak wybory tych, którzy oddali głos, trzeba szanować i są one ważne. Rok temu Ursynów był jedyną dzielnicą, w której całą pulę partycypacyjną miała pochłonąć jedna inwestycja – utworzenie pierwszej części integracyjnego centrum aktywności. Niestety, nie udało się tego w rok zrealizować.

Oczywiście źle się stało, ale cóż, uczymy się na błędach. Władze dzielnicy zadeklarowały, że budowę uratują i zostanie ona oficjalnie przesunięta na 2016 r., trzeba więc mieć nadzieję, że tym razem słowa dotrzymają. A dzięki niedawnemu głosowaniu i zmianom w zasadach podziału pieniędzy za rok zyskamy sporo drobniejszych projektów: zagospodarowane będą brzegi jeziorka Zgorzała, place zabaw zyskają toalety i miejsca na małą gastronomię, przybędzie bezpiecznych przejść dla pieszych, dzieci będą mogły za darmo uczyć się angielskiego i sztuki oratorskiej, a dorośli – wywijać na zumbie. I to jest – mimo wszystko ‒ pozytyw.

Wierzę bowiem, że dzięki tym zmianom i pomysłom za rok znów Ursynów będzie liderem frekwencji w partycypacji, a urzędnicy po otrzymaniu żółtej kartki za tegoroczną obsuwę zmobilizują się podwójnie!